Wróg u bram - reż Jean-Jacques Annaud
Mocne. Dorosły pasterz zostaje wcielony do Armii Czerwonej w trakcie rajdu hitlerowców na Stalingrad. Zostaje wysłany na pierwszą linię frontu, gdzie rosyjscy szeregowcy służą krajowi jako mięso armatnie. Każdy, kto się wycofa z linii frontu, zostaje rozstrzelany przez swoich współkompanów. Vasilij (Jude Law) tuż przed wybiegiem pod niemieckie lufy dostaje do walki garść nabojów. W trakcie walki okazuje się, że jest z niego niezwykle utalentowany snajper. Mocne uderzenie tuż po napisach początkowych. Reszta filmu trzyma w napięciu niczym dobry western - i to porównanie jest tutaj jak najbardziej na miejscu, ponieważ wojna przedstawiona w filmie jest jedynie tylko tłem do mozolnego pojedynku rosyjskiego snajpera z Niemieckim, tu granego przez Eda Harrisa. Wydaje się być to nudne - dwaj strzelcy przemykają się od punktu do punktu, wyszukując przez lunetę hełmu przeciwnika, w którym może umieścić kulę. Nic bardziej mylnego. Wszystko toczy się tu na dzikim zachodzie - dwaj mistrzowie urządzają pojedynek. One shot - one kill. Sprawa wydaje się przesądzona - Niemiec posiada wiele orderów zasługi, jego koszary są bardziej luksusowe niż radzieckie, w dodatku po upatrzeniu kilkuletniego chłopczyka zamierza wykorzystać go jako przynętę. Vasilij nie ma szans. A jednak... Udany film, śmiało porównywalny do Szeregowca Ryana Spielberga. Jak może brzmieć dla takiego filmu większy komplement?